Franceska Clarke
po prostu Frankie
Nadchodzi dzień w życiu każdego dziecka, gdy musi opuścić rodzinny dom, żeby stać się "dorosłym" człowiekiem. Zazwyczaj następuje to zaraz po skończeniu szkoły średniej, gdy ten ktoś wyrusza do collegu. Tak było również w wypadku Frankie. Tyle że ona nie wybrała uczelni w pobliżu New Hamptons, gdzie się urodziła (co dawałoby jej preteksty żeby pojawiać się w weekendy w domu trzymając w rękach kosz pełen rzeczy do prania). Nigdy nie chciała bawić się w dorosłość, z utęsknieniem wyczekiwała dnia, gdy wreszcie będzie mogła odciąć pępowinę i wyjechać. Cel od zawsze był jeden - Los Angeles. Nie ważne było to dlaczego się tam znajdzie, nie przeszkadzał jej nawet wymóg rodziców, żeby studiowała medycynę na UCLA. Przez prawie dziewiętnaście lat swojego życia zdążyła się przyzwyczaić do wysokich wymagań rodziców. Nazwisko Clarke wiązało się z uwielbieniem rywalizacji, poczuciem wyższości i dążeniem po trupach do celu. Tyle, że priorytety Frankie nigdy nie pokrywały się z tymi ojca prawnika czy matki - perfekcyjnej pani domu. Wystarczyło, że jej starszy brat dał się wciągnąć w rodowe plany.
Bez najmniejszego problemu dostała się na medycynę, tak więc dwa tygodnie po zakończeniu szkoły średniej siedziała w samolocie lecącym do Los Angeles.
Pół roku, tyle potrzebowała by zdać sobie sprawę z tego, że studia nie są dla niej. Mimo to, ciągnęła to dalej, bojąc się, że każą jej wrócić. Wytrzymała jeszcze trzy lata, po czym rzuciła to w cholerę. Nie powiedziała rodzicom. Wciąż o tym nie wiedzą i co miesiąc opłacają mieszkanie. W domu nie pojawiła się od półtora roku wykręcając się za każdym razem nauką. Nie wie, czy coś podejrzewają, ale mało ją to obchodzi.
Doskonały przykład niespokojnego ducha, który przez całe życie przebywał w złotej klatce, a teraz został wypuszczony na wolność. Sama w wielkim mieście, nareszcie bez godziny policyjnej i przeszukiwania rzeczy, mogła w końcu dać się pochłonąć życiu. Trafiła na odpowiednich ludzi, w odpowiednie miejsca. Koncerty, imprezy, strumienie alkoholu. Do swoich doświadczeń może nawet dołożyć złamane serce. Od tamtej pory przestała wierzyć w miłość. Oddała się zabawie i przyjemności.
Doskonały przykład niespokojnego ducha, który przez całe życie przebywał w złotej klatce, a teraz został wypuszczony na wolność. Sama w wielkim mieście, nareszcie bez godziny policyjnej i przeszukiwania rzeczy, mogła w końcu dać się pochłonąć życiu. Trafiła na odpowiednich ludzi, w odpowiednie miejsca. Koncerty, imprezy, strumienie alkoholu. Do swoich doświadczeń może nawet dołożyć złamane serce. Od tamtej pory przestała wierzyć w miłość. Oddała się zabawie i przyjemności.
/Razem z Frankie pięknie się witamy i do wątków zapraszamy. Chętne jesteśmy na wszelkiego rodzaju powiązania i relacje, a najchętniej te zawiłe. Wolimy zaczynać niż wymyślać, czasem jednak też wysilimy mózgownicę.
Na zdjęciach Lina Tesch, cytat w tytule pochodzi z "Portretu Doriana Graya" Oscara Wilda.


[ Proponuję by znała Lewisa z koncertów, bo oprócz tego, że ochrania Kiliana, to oczywiście jeszcze dorywczo pracuje przy koncertach. :D ]
OdpowiedzUsuńLEWIS
[E tam, też niektórych uwielbiam :D
OdpowiedzUsuńHah, cieszy mnie to :) A wszystko przez ich koncert w Polsce *,* W każdym razie, może jakiś wątek wykombinujemy? Tylko masz jakieś pomysły?]
Killian
[ Jak obiecałam, zapraszam na wątek! :D ]
OdpowiedzUsuńElla Stone
[No dobrze, a pomysł na wątek? Może impreza po jakimś koncercie w domu któregoś z członków zespołu?:)]
OdpowiedzUsuńPam
[wątek z Ethanem?]
OdpowiedzUsuń[ Oczywiście :3 Jakiś wątek może? ]
OdpowiedzUsuńPoppy